I TYDZIEŃ


Jezu ufam Tobie
Jezu ufam Tobie

 

 

 

 Poniżej przedstawiamy jedną z metod modlitwy Słowem Bożym,

tzw. Namiot Spotkania:

Przygotowanie: Znajdź spokojny czas i miejsce, gdzie nikt nie będzie Ci przeszkadzał. Zaplanuj sobie 15 min. Jest to czas, w którym masz spotkać się z Jezusem obecnym w Słowie. Staraj się nie skracać wyznaczonego czasu. Przyjmij godną pozycję.
Przebieg modlitwy:
I. Stanięcie w Bożej Obecności: uświadomię sobie, że Bóg jest blisko mnie, czeka na mnie, pragnie się ze mną spotkać.
II. Wzywanie Ducha Świętego: w prostocie serca poproszę Ducha Świętego, żeby mnie uczył i prowadził na modlitwie.
III. Czytanie fragmentu Pisma Świętego: Czytam powoli, ze zrozumieniem, kilka razy, zatrzymując się w miejscach, które szczególnie dotykają mojego serca. Stawiam sobie pytanie: co Jezus pragnie mi dziś powiedzieć? Czego chce mnie nauczyć? Przed czym uchronić? Do czego zachęcić?
IV. Rozmowa z Bogiem „twarzą w twarz”, jak z przyjacielem”. Dzielę się z Jezusem swoim myślami i uczuciami. W zależności jak Słowo poruszyło moje serce i na co mi zwróciło uwagę, dziękuję, przepraszam, proszę, uwielbiam Jezusa.

 Bardzo ważna jest wytrwałość i otwartość serca na nowe doświadczenie modlitwy, dlatego jednym z podstawowych warunków owocności spotkań jest regularna cotygodniowa obecność i osobista modlitwa w domu.

 

III Niedziela. Modlitwa o uzdrowienie z ran.   Część teoretyczna (Philippe Madre)

 

 

 Zranienie życia dotknąć może zarówno ludzi wierzących w Boga, jak i niewierzących. Ci ostatni nie mają poczucia, że są osieroceni przez Boga, lecz cierpią z powodu zwątpienia w samego siebie. W ich życiu stało się coś, najczęściej w okresie dzieciństwa czy młodości, o czym mogą nawet wcale nie pamiętać, co dotknęło samego korzenia ich istoty, o wiele głębiej niż sfera psychologiczna. Zranienie życia jest zjawiskiem szczególnym, którego sama psychologia nie jest w stanie poprawnie zdiagnozować. Mówię to, sam będąc psychiatrą. Człowiek ma przekonanie, że jego życie nie ma żadnej obiektywnej wartości i że nie jest on w stanie sprostać zadaniom, jakie przed nim stoją. Żyje w poczuciu zwątpienia w samego siebie i zamyka się w samotności, którą nazywam samotnością szkodliwą. Myśli, że nikt nie jest w stanie z owej samotności go uwolnić, a skoro tak, może niszczyć własne życie, może robić z nim wszystko, co najgorsze, ponieważ i tak nikogo to nie obchodzi i nikt nie może mu pomóc. Może zacząć dopuszczać się wręcz czynów moralnie najgorszych, ale nie żałuje tego, ponieważ w swoich własnych oczach jest zerem. Jest to rodzaj skazania się na śmierć. Tak w skrócie można opisać, czym jest zranienie życia. Jednak człowiek nim dotknięty najczęściej nie rozumie tego, co się z nim dzieje.
   Charakterystyczne dla zranienia życia jest to, że jedynym odpowiedzialnym za owo skazanie na śmierć jest człowiek sam dla siebie. Jakiś szczególny czynnik traumatyczny doznany w dzieciństwie może spowodować, że włącza mechanizm ucieczkowy i sam decyduje się na wybór zachowań przeciwko życiu. Nazywam to ucieczką w duchową śmierć, inaczej wyborem nie-życia. Bardzo mocno podkreślam zawsze znaczenie Miłosierdzia Bożego, które przychodzi dotknąć zranienia życia w człowieku - oczywiście, jeśli człowiek mu na to pozwoli. Miłosierdzie Boże nie tyle uzdrawia człowieka, ile dokonuje w nim duchowego zmartwychwstania z wyboru śmierci. Człowiek zamyka się w czymś na kształt grobu w samym sobie i pozostaje tam dopóty, dopóki nie przyjdzie do niego ktoś, kto w imię Chrystusa poda mu pomocną dłoń.
   Człowiek nie jest w stanie sam wyleczyć się ze zranienia życia nawet jeżeli bardzo tego pragnie, ponieważ tkwi on w czymś w rodzaju wewnętrznego więzienia. Musi przyjść ktoś, kto otworzy mu drzwi z zewnątrz. Psychoterapeuci próbują to robić, jednak poruszają się wyłącznie po sferze psychologicznej, a ich kompetencje nie sięgają sfery duchowej człowieka. Dlatego w przypadku zranienia życia nie są oni w stanie skutecznie pomóc. Jedynie Miłosierdzie Boże jest w stanie uwolnić człowieka ze zranienia życia poprzez posługę osób, które zechcą stać się narzędziami Bożego Miłosierdzia wobec swoich braci i sióstr. Wielu ludzi rozumie wciąż miłosierdzie jako odpuszczenie grzechów. To jest oczywiście także prawdą, ale miłosierdzie to coś znacznie więcej, ponieważ jest ono ściśle związane z pojęciem życia ludzkiego w jego pełnym wymiarze. Kiedy Jezus Miłosierny przychodzi dotknąć w człowieku jakiejś pogrążonej w śmierci sfery jego duszy, tzn. jakiejś sfery negacji samego siebie, wnosi do tej sfery duszy owoce zmartwychwstania wewnętrznego, odrodzenia w prawdziwej tożsamości.
   Jeśli człowiek zraniony w swojej tożsamości zacznie szukać pomocy, wówczas pojawia się dla niego niesłychana wręcz nadzieja. W słowie "zmartwychwstać" mamy człon "wstać", to jest nadzieja powstania z negacji, nadzieja wyjścia ze zranienia życia. Mało tego, człowiek może powstać do życia jeszcze lepszego i jeszcze piękniejszego niż przedtem, jego zdolności i potencjał mogą rozwinąć się o wiele intensywniej w kierunku dobra. Moim wielkim osobistym cierpieniem jest spotkanie z osobami, które ewidentnie noszą w sobie zranienie życia, lecz są niejako nieprzemakalne, nie chcą prosić o pomoc i każdą próbę pomocy odrzucają albo też idą szukać pomocy tam, gdzie jej nie znajdą: w sektach, w praktykach New Age czy u psychiatrów, którzy nie biorą pod uwagę duchowego wymiaru człowieka.

 

 


Poniedziałek. Dz. I – J 20, 24-31 Uzdrowienie św. Tomasza
Św. Tomasz zdawał sobie sprawę z realności śmiertelnych ran Jezusa. Żaden człowiek nie mógł znieść tego co Jezus i dalej żyć. Cierpienie Jezusa nie było pozorowane a Jego śmierć nie była udawana. Tomasz to wiedział. Wiedział również, że jeśli prawdą jest, że Jezus żyje, to musi dotknąć tych Jego miejsc, które są dowodami męki. Jezus pozwala natomiast dotykać siebie: wkładać palec w miejsce gwoździ i rękę w otwarty bok. Jezus doskonale wie, że rany, które zadały mu śmieć, były znakiem porażki i hańby. Rany Jezusa stają się dzięki mocy Bożej ranami krzyczącymi o zwycięstwie Boga. Bóg to potrafi: przemienić rany w żywe świadectwo.
Bóg pragnie uzdrowienia każdego człowieka. Jeśli człowiek pozwoli się prowadzić Jezusowi, to każda rana zostanie przemieniona w błogosławieństwo. Jezus, pokazujący mi dziś swoje rany, pyta mnie czy wierzę w tę prawdę o mocy Bożej?
Wtorek. Dzień II – Mk 10, 46-52 Uzdrowienie Bartymeusza
Bartymeusz siedzi w bramie Jerycha. Jest nie tylko niewidomy, lecz również zdany na łaskę ludzi – jest żebrakiem jak wielu innych. Gdy jednak słyszy że nadchodzi Jezus, budzi się w nim nowe pragnienie. Nie woła jak do tej pory o jałmużnę, do czego zmuszała go sytuacja, lecz zaczyna wołać o doświadczenie miłosierdzia. Aby zostać uzdrowionym będzie musiał wstać (wcześniej siedział), wejść na drogę spotkania Jezusa (siedział przy drodze i nawoływał przechodzących), usłyszeć Jego głos i doświadczyć uzdrowienia. Bartymeusz zmienia się całkowicie. Nie tylko jest zdrowy na ciele, lecz również zmienia się jego kierunek w życiu. Odtąd podąża za Jezusem, wchodzi na drogę wiary, staje się Jego uczniem.
Każde uzdrowienie musi poprzedzać etap nawrócenia. Nie ma uzdrowienia bez nawrócenia. Chrześcijaństwo jest drogą chodzenia za Jezusem. Czy jestem w stanie wejść pomimo swoich ran i grzechów na drogę spotkania Jezusa? Czy nie zamykam się w świecie swoich zranień?
Środa. Dz. III – J 5, 1-3.5-16 Uzdrowienie sparaliżowanego
Ewangelista Jan kilkoma słowami określa stosunek Jezusa wobec sparaliżowanego: „ujrzał i poznał”. Jezus „ujrzał” chorego – to znaczy wśród mnóstwa kalekich i cierpiących dostrzegł jego sytuację i bezsilność oraz „poznał” – w języku Jana Ewangelisty, oznacza: głęboko umiłował, nosił pamięć, przejął się, wzruszył się na jego widok. Na końcu tej sceny znajduje się ostrzeżenie przed chorobą jaką wywołuje grzech. Kalectwo i paraliż duchowy – mówi Jezus, jest o wiele groźniejszy od chorób.
Jezus dostrzega moje cierpienie. Co jest moją chorobą, która mnie paraliżuje w życiu tzn. nie pozwala mi oddychać pełną piersią? Co sprawia mi dziś najwięcej bólu, wobec czego czuję się bezsilny? Opowiem o tym Jezusowi.